15 września 2017

„Wrota Śmierci" II rozdział


Od zdarzenia minęły dwa dni. Wówczas dziewczyna próbowała rzucić zaklęcie lokalizujące, lecz bez żadnego skutku. Chłopak jakby rozpłynął się w powietrzu albo jej czary były zbyt słabe, ale jednego była pewna: nieznajomy nie wydostał się z wioski. Odkąd go pojmali, główny zarządca wioski, mianowany przez samego króla, nakazał strażnikom kontrolować cały obszar i obstawić wszystkie bramy. Człowiek niezwykle bezlitosny i brutalny. Z łatwością można go było porównać do samego króla. To właśnie on zaraz po zniknięciu złodzieja wszczął alarm i wkrótce po paru godzinach zwołał zebranie wszystkich mieszkańców wioski. Obecność na tym spotkaniu była obowiązkowa, a zarządca surowo karał ludzi, którzy nie stosowali się do jego rozkazów, z tego też powodu musieli odłożyć każdą pracę, jaką wykonywali, a więc sama Hailey, bo tak miała na imię czarownica, była zmuszona do uczestniczenia w zgromadzeniu.
            Wciąż pamiętała słowa zaufanego sługi króla:
            — Doszły mnie wieści, że ktoś za pośrednictwem magii pomógł uciekinierowi, co jest kategorycznie zabronione — wypowiedział zimno zarządca Tigran Âgi, gdy znalazł się już na środku wioski. Z tego powodu postanowiłem udać się tutaj osobiście oraz uświadomić wam, że ktokolwiek stosujący magię bądź posiadający księgę czarów zostanie surowo ukarany, chyba że wcześniej się do mnie zgłosi. Do tego czasu wymierzę lżejszą  karę, lecz jeśli osoba posługująca się magią nie zwróci się do mnie do końca trzeciego dnia, będę musiał wprowadzić środki ostrożności. Jeżeli czarownica bądź czarownik nie zgłosi się do ustalonego terminu, a złapię maga na gorącym uczynku, spotka winowajcę kara śmierci w postaci spalenia na stosie powiedział donośnym głosem, tym samym wzbudzając większy strach w mieszkańcach. Po tych słowach odszedł, głośno łopocząc swoją długą szatą.
            Aż do dziś słowa wypowiedziane przez zarządcę budziły w niej strach i sprawiały, że dostawała gęsiej skórki. Bardzo się bała przyłapania, ale niczego nie żałowała.
            Z ponurych rozmyślań wyrwało ją głośne pukanie do drzwi wejściowych.
            Babcia dziewczyny wpuściła niespodziewanego gościa do chaty, nie ciesząc się zbytnio z tej wizyty. Ten człowiek okazał się jednym ze strażników króla, o czym świadczyła srebrna zbroja.
             — Jestem zobowiązany do przeszukania tego domu. Rozkaz z góry rzekł, pokazując jej skrawek pergaminu, dotyczący przeszukania wszystkich domów, co miałoby pomóc w znalezieniu choć jednej rzeczy, która mogłaby zdradzić domownika posługującego się magią. Na papierze widniała pieczęć króla, więc Grace nie mogła zakazać strażnikowi  przeczesać domu. To mogłoby wzbudzić podejrzenia...
            Wyglądająca zza drzwi Hailey wszystko słyszała.
            Zazwyczaj Tigran nie dotrzymywał swoich obietnic i tak się stało i teraz. Nie mógł się doczekać złapania sprawcy całego zamieszania, więc złamał swoje postanowienie, co wprawiło dziewczynę w oburzenie.
            Przerażona tak nagłą wizytą, cicho przymknęła drzwi i od razu wsunęła swój kufer z księgami pod dwie nieszczelne deski w podłodze, które specjalnie przygotowała na wypadek niezapowiedzianej rewizji.   Czarownica, aby nie wzbudzić podejrzeń,  przystanęła obok okna. Spojrzała w nie, a to, co zobaczyła, nie było wcale ujmujące. Ujrzała zdezorientowanych i wystraszonych ludzi u progu swych domów, którzy zostali zmuszeni do wpuszczenia strażników.
            Po chwili wzrok wiedźmy przykuło małe dziecko, które próbowało wykraść kilka owoców z najbliższego stoiska. Jak wiele biedaków, było ubrane w łachmany, a włosy odstawały mu we wszystkie możliwe strony, co mogłoby się wydawać zabawne, gdyby nie okoliczności... Jeden ze strażników zauważył, jak dziewczynka niezgrabnie wrzuca owoce do worka, więc ruszył ku niej. Hailey nie mogła pozwolić, aby to małe dziecko zostało złapane.  Zapewne natychmiast zostałoby zabite, a miało jeszcze całe życie przed sobą...
            Nie słuchając głosu rozsądku, zręcznie wyskoczyła przez okno, aby szybciej wydostać się z chaty.
Dziewczynka została złapana przez żołnierza, co spowodowało u niej płacz. Czarownica, niewiele myśląc, wyszeptała odpowiednie zaklęcie. Tym razem strażnik został związany linami. Wzięła małą na ręce, szepcząc kojące słowa. Hailey zapomniała zakneblować usta mężczyźnie, dzięki czemu mógł poinformować innych strażników, którzy w odpowiedzi na jego wrzaski zaraz przybiegli.
             — To na pewno ta czarownica! — wrzeszczał jak opętany, a przerażona dziewczyna nie wiedziała, co począć. Nie minęła nawet minuta, a oddział strażników otoczył ją z każdej strony.
            — Pojmać ją! — krzyknął jeden z mężczyzn.
            Krąg wokół Hailey zaczął się zacieśniać. Wystraszona wiedźma rozglądała się dookoła, szukając bezpiecznej drogi do ucieczki, ale strażnicy już tak blisko się do niej zbliżyli, że było to niewykonalne. W myślach próbowała wypowiedzieć zaklęcie na spowolnienie lub otumanienie żołnierzy, ale była tak wytrącona z równowagi, że jej magia nie zadziałała.
            Z kłopotów wybawiły ją jabłka, które potoczyły się pod nogi jednego z mężczyzn. Owe owoce tak rozproszyły mężczyznę,  że zboczył z drogi i ruszył w kierunku, skąd się poturlały. Zaraz potem z przeciwnej strony wyskoczył młody chłopak. Powiedział coś w stronę mężczyzn, co ich trochę zdekoncentrowało. Połowa strażników po uświadomieniu sobie, co się dzieje, od razu rzuciła się na niego z mieczami. Nieznajomy miał na sobie czarną pelerynę, a twarz zasłaniał mu kaptur. Walczył zawzięcie z wojownikami, przewidując każdy ich następny ruch. Władał bronią płynnie i sprecyzowanie. Hailey  dzięki niemu zyskała czas na ucieczkę.
            Wiedźma wraz z małą pobiegła do bardzo wąskiej uliczki, stawiając dziecko na nogi. Dziewczynka okazała się ciężkim balastem, lecz nie miała serca jej zostawić. Sama na pewno nie poradziłaby sobie, wojownicy natychmiast znaleźliby ją i pojmali. W jakiś sposób bardziej czuła się odpowiedzialna za to dziecko.
            Czarownica rozejrzała się dookoła, dokładnie sprawdzając, czy ktoś się nie zbliża. Po badawczych oględzinach uznała, że nikt podczas tego zamieszania ich nie widział. Odwróciła się w stronę dziecka, posyłając mu pokrzepiający uśmiech.
            — Nie bój się, na pewno cię stąd wydostanę — rzekła z uporem w jej stronę.
Jeszcze raz skrupulatnie przyjrzała się okolicy. Bała się, jak jeszcze nigdy dotąd, dlatego była niezwykle ostrożna, obawiała się każdego swojego kroku. Nie była do końca pewna, czy zachowuje się wystarczająco cicho, aby nikt nie odkrył ich tymczasowej kryjówki.
            — Musimy się gdzieś ukryć, zanim strażnicy zauważą naszą nieobecność... Raczej nie wydostaniemy się dzisiaj z wioski myślała, wychodząc z dziewczynką ze schronu i szukając miejsca, w którym mogłyby się schować.
            W końcu znalazła schronienie, które wydawało jej się idealne, jak na teraźniejsze warunki. Był to bardzo przykurzony, zakryty grubą, czarną płachtą pojazd w cieniu staroświeckich budynków, pod którym mogłyby się schować.
            Wkrótce puściła dziewczynkę, prosząc ją, aby weszła pod stary wóz. Gdy to zrobiła, ona sama weszła pod bryczkę, prosząc dziewczynkę, aby była cicho.

***

            Same nie wiedziały, ile czasu już siedziały pod wozem, ale Hailey bez przerwy nasłuchiwała, czy ktoś się nie zbliża. Odgłosy walki minęły kilka minut temu, ale dziewczyna nie chciała na razie wychodzić z bezpiecznej kryjówki. Uznała, że jest to dopiero cisza przed burzą.
            Po kilkunastu sekundach usłyszała skrzypnięcie wozu. Bryczka zakołysała się lekko pod ciężarem osoby, która zdecydowała się na nią wejść. Przerażona dziewczynka pisnęła cichutko ze strachu, a serce Hailey niemal stanęło w gardle, gdy ktoś odkrył płachtę.
            — Wspaniała kryjówkarzekł sarkastycznie chłopak w czarnej pelerynie, pomagając wyjść dziewczynom. Okazał się tym nieznajomym, który pospieszył jej wtedy na ratunek.
Hailey odetchnęła z ulgą, dziękując młodzieńcowi  za wybawienie ich z opresji.
             — Musimy się stąd wydostaćrzekł po chwiliza chwilę strażnicy wznowią pościg. — W odpowiedzi wiedźma kiwnęła mu potwierdzająco głową. Wzięła dziewczynkę na ręce, po czym, nie patrząc na chłopaka, wyjrzała zza filaru, aby sprawdzić, czy droga prowadząca do wyjścia z wioski jest bezpieczna.
            Po upewnieniu się, że na ulicy nie ma żadnej żywej duszy, wyszli z kryjówki, kierując się ku wyjściu. Droga dłużyła im się niewiarygodnie. Spiesznie pokonywali kolejne metry dzielące ich od bramy wyjściowej, uważając przy tym, aby zachowywać się dyskretnie.
Nagle dziewczyna się zatrzymała. Przypomniała sobie o przedmiotach, które koniecznie musiała zabrać z domu i babci, którą musiała jak najszybciej powiadomić o tym, że nic jej nie jest i opuszcza wioskę.
            — Ja muszę się jeszcze czymś zająć — powiedziała na jednym wdechu, po czym dosłownie wcisnęła małą dziewczynkę w ręce zdziwionego chłopaka.

_________________________________________________________________________________

Wybaczcie, że tak długo musieliście czekać, ale trochę czekałam na sprawdzenie pracy przez betę, a potem sama nie miałam czasu tego zamieścić. 
Po prawej stronie stworzyłam ankietę. Bardzo proszę, aby każdy szczerze zagłosował! :D
I bardzo chciałabym Was prosić o to, aby pojawiały się jakieś komentarze. Wystarczy napisać jedno słowo, żebym wiedziała, że jesteście i czytacie. Nie musicie się rozpisywać. Dla mnie wystarczy, że czytacie i jesteście <3
Ostatnio dużo rozmyślałam nad tym, co ostatnio napisałam pod postem i doszłam do wniosku komentarz = komentarz - okej. Ale musicie się uzbroić w cierpliwość, bo nadrabiać będę tylko w piątki lub za kilkanaście dni po dodaniu rozdziału. Trzecia klasa liceum to nie przelewki i ja już mam masę roboty z ogarnięciem materiału :)
To tyle na dziś. Nie wiem, kiedy pojawi się następny rozdział, bo muszę go trochę popoprawiać, ale pewnie w mniej niż miesiąc. To do następnego i koniecznie dajcie znać, co myślicie w komentarzach!
Rozdział sprawdziła wspaniała Agrat.